Gorąco przez pustynie…

Ten wpis przeczytasz w 1 minutę.

Mojżesz prowadził lud ku Ziemi Obiecanej, ale sam nie wszedł do niej z powodu własnego grzechu.

Izraelitom z kolei brakowało wdzięczności i wiary, by zaufać Bogu na drodze do Ziemi Obiecanej.

Czy Bóg z nich zrezygnował? Czy Bóg uniósł się emocjami i wycofał swoją obietnicę? Czy w jakimkolwiek momencie nie był z nimi, chociaż miał wiele powodów, aby to zrobić?

Stwórca ukazał swoją chwałę nie przez wiarę i zasługę ludzi, nie poprzez siłę i mądrość lidera.

Chciał, nie potrzebował zasługi ludzkiej, bo taka była Jego wola.

Bo przecież czy lud udowodnił, że został słusznie wybrany? Boży zamysł nie musi mieć żadnych potwierdzeń, siły w kategoriach mierzalnych człowieczym okiem. Wybiera i doprowadza do skutku swoje plany, w których widzi większy sens.

Ten sens ujawnia się w zwrotach akcji, tak wyraźnych w długiej drodze Izraelitów. Choćby się wydawało, że Bóg w końcu się od nich odwróci na zawsze, nie doprowadzi ich do Ziemi Obiecanej. Nie podołają, umrą przed wypełnieniem, a słabość i brak wiary pogrążą ich w upale pustynnym.

Nawet czytając ten fragment po raz kolejny, trwasz w napięciu i obserwacji, poznając osobę Boga – Jego charakter. Za każdym razem zadając sobie pytanie: „Czy miłosierdzie Boże ma jakieś granice?”.

Nie koloryzując, nie naginając rzeczywistości i natury ludzkiej – Mojżesz nie był nieugięty, lud nie był na tyle silny. Nie zakończyło się to bez trudu czy zwątpienia. Nie była to łatwa i krótka droga, ale ich stopy dotknęły Ziemi Obiecanej im przez Najwyższego.

Bóg nie zdradził im szczegółów drogi i ilości wysiłku, jaki pokonają. Czy nie przewidział tego wcześniej? Czy gdyby znali koszt, jaki zapłacą, to czy zrezygnowaliby na starcie?

Wypełniło się – ze stratą, z zyskiem… w harmonii.

Dodaj komentarz