Nie bądź autentyczny?

Ten wpis przeczytasz w 1 minutę.

W ostatnim czasie słowo „AUTENTYCZNY” przewija się tak często, że stało się niemal równie powszechne jak zwykłe przywitanie.

Nie masz być autentyczny — masz być lepszy.

Serio?

Tylko jak zauważyć, co jest nie tak, kiedy nigdy tego światu nie pokazujesz i nie powiesz? Przecież nie będziesz narzekać ani być zbyt wylewny.

A co, jeśli Cię ocenią?
Jeśli wszyscy pomyślą, że jesteś egoistyczny, narcystyczny, zapatrzony w siebie?

A co, jeśli Cię wykorzystają?
Użyją Twojej szczerości przeciwko Tobie.

Oczywiście, że tak zrobią — prędzej czy później.
Czy ludzie, którzy wysłali Jezusa na krzyż, będą mieć więcej miłosierdzia dla Ciebie?

Jak wszędzie — ważny jest balans.

Twoja autentyczność nie oznacza bycia lepszym ani gorszym. Nie oznacza też bycia „bardziej szczerym”.
Oznacza, że ufasz Bogu na tyle, że nie chcesz przed Nim niczego ukrywać.
Kochasz Go na tyle, że chcesz się zmieniać — aby dobro wypływało z właściwych intencji.

Jak często z pozoru dobre uczynki nie wynikają z czystych motywów?

Czasem zwyczajnie chcemy poczuć się lepiej — i to dotyczy również mnie.

Jak bardzo zgubne jest myślenie, że im więcej wnosisz do społeczeństwa i im większą aprobatę ludzi zdobywasz, tym bliżej jesteś Boga.

Bycie autentycznym i niebycie nim idą ze sobą w parze — i oba są ważne.

Paradoks? Hipokryzja?

Żydzi za czasów Jezusa łączyli przeciwieństwa inaczej — Bóg był jednocześnie miłosierny i sprawiedliwy. Czy jedno wykluczało drugie?

Złożoność takich koncepcji daje przestrzeń na pokorę.
Przyznaj, że nie rozumiesz — ale ufasz, że Jahwe jest doskonałą mądrością.

Nie musisz już wszystkiego rozkładać na części.
Możesz przyjąć stworzenie takim, jakie zostało zaprojektowane przez Stwórcę.
Boskie.

Co Ty uważasz o modzie na autentyczność?

Dodaj komentarz