Złamane serce…

Ten wpis przeczytasz w 1,5 minuty.

Według badań z zakresu psychologii i neurobiologii najtrudniejsze do przepracowania są relacje, które mogły się wydarzyć, ale się nie wydarzyły.

Mózg nie potrafi domknąć rozpoczętej więzi, która w istocie nigdy się w pełni nie zaczęła. Można mieć złamane serce, nawet jeśli relacja nie zaistniała w rzeczywistości.

Ten rodzaj cierpienia ma nie tylko wymiar psychologiczny, ale dla wielu osób także duchowy.

Kiedy cierpimy, możemy zbliżać się do krzyża Jezusa, który kochał tak bardzo, że oddał za nas swoje życie. Nie chcę jednak sugerować, że cierpienie samo w sobie nas uszlachetnia. Ofiara Jezusa była ofiarą ostateczną — z miłości do nas — abyśmy nie musieli ponosić konsekwencji naszych grzechów.

Najważniejsze pytanie brzmi: czy przyjmujesz tę miłość?

Ból emocjonalny powstający po złamanym sercu — jak pokazują badania neurobiologiczne — jest odczuwalny także fizycznie. Aktywują się te same obszary mózgu, które odpowiadają za ból fizyczny. Bezsenność, ból w klatce piersiowej czy trudności z oddychaniem to nie jest „tylko w głowie”, lecz realna reakcja układu nerwowego.

Nic dziwnego, że ludzie boją się kochać, a w obecnych czasach wiele osób coraz ostrożniej podchodzi do decyzji o zawarciu małżeństwa. Widzimy bowiem, jak zawodne potrafią być relacje międzyludzkie i jak silnie wpływają na nasze zdrowie, psychikę oraz samopoczucie.

Niektórzy twierdzą, że każdy może nas zranić, ale to od nas zależy, dla kogo jesteśmy gotowi podjąć to ryzyko.

Czy miałaś/miałeś złamane serce? Jak uważasz — czy warto cierpieć dla relacji?

Dodaj komentarz