Ten wpis przeczytasz w 1 minutę.
Rozgrywka odbywa się każdego dnia. Bitwa o pokój i poczucie bezpieczeństwa, o życie w zgodzie ze sobą.
Moją walką ostatnio były atak paniki i nawracające stany depresyjne. Często też nieprzespane noce z powodu natłoku myśli. Albo momenty totalnego przebodźcowania, kiedy włącza się turbo wrażliwość na dźwięk i światło.
Czemu to piszę? Nie po to, aby się żalić. Nie po to, aby szukać pocieszenia. Nie po to, aby wzbudzić współczucie.
Piszę to, bo jestem człowiekiem.
Jak każdy mierzę się ze swoimi trudnościami.
W ostatniej rozmowie telefonicznej z babcią opowiedziała mi o dwóch kobietach. Jedna miała problem z natłokiem myśli, a druga poradziła jej, żeby poukładała ubrania w szafie. Na co ta pierwsza odpowiedziała, że ma już tak poukładane ubrania, że lepiej się nie da. Na to druga odparła: nie o to chodzi — wyciągnij je wszystkie i zrób to jeszcze raz. Zajmiesz głowę czynnościami i nie będziesz już myśleć.
Nie potrzebujesz wydać 100 zł na książkę znanego i cenionego specjalisty. Czasem potrzebujesz rozmowy z babcią, która da Ci przepis za darmo — i w dodatku nie stracisz czasu na czytanie.
A teraz zupełnie poważnie. To właśnie kontakt z ciałem uwalnia Cię od nadmiernego myślenia. Cenna rada, o której mówiła babcia, działa dokładnie według tego samego schematu. Skupiasz się na ruchu, na ciele i nagle wychodzisz ze swojej głowy.
Możesz też — tak jak ja — pisać wpis na bloga o 4:48. Hm… czy to grzech?
Może lepiej tak nie rób.
Ale czy kiedy jutro wstaniesz, to jak Nehemiasz pójdziesz odbudować mur?



Dodaj komentarz